Dlaczego warto wziąć udział w sesji narzeczeńskiej?

Sesja narzeczeńska – nowa moda, strata czasu? Czy może być lepsza od sesji ślubnej? Moje przyszłe pary młode mają ją w pakiecie, choć nie muszą z niej korzystać. Niektórzy decydują się na nią, mimo, że nie planują jeszcze ślubu. Jeśli zastanawiacie się, czy zrobić sobie tak zwaną „sesję przedślubną”, być może ten tekst pomoże Wam podjąć decyzję :)

IMG_7541

Sesja przed ślubem pozwala oswoić się z aparatem (i z fotografem!)

Stresujecie się wizją prawie obcego człowieka, chodzącego za Wami krok w krok? Nie jesteście pewni tego, jak wyjdziecie na zdjęciach? Powiem Wam tajemnicę – my, fotografowie, też się stresujemy. Zależy nam, abyście czuli się przy nas dobrze, bo tylko wtedy uda nam się zrobić dobry materiał. Na sesji narzeczeńskiej mamy okazję poznać się bliżej, niż przy podpisywaniu umowy. Sprawdzamy siebie nawzajem – nasz gust, zachowanie, poczucie humoru. Możecie porozmawiać z nami o Waszych przygotowaniach do ślubu, zapytać o poradę (Wasz fotograf ślubny wie na ten temat wszystko, nie bójcie się pytać go o panujące trendy, suknie, garnitury i oświetlenie sali. Ale to już temat na inny post.) Gdy otrzymacie efekt końcowy, przekonacie się, czy na pewno styl fotografa Wam odpowiada, albo możecie zasugerować mu, jakich ujęć ma unikać na ślubie. Oglądając zdjęcia z sesji pomyślicie na pewno -„rany, wyglądamy naprawdę dobrze! Nie ma się czym stresować!” Gwarantuję!

Sesja narzeczeńska jest bardziej „Wasza” niż sesja ślubna.

Nie oszukujmy się – prawie nikt z nas nie czuje się swobodnie w białej sukni w lesie, albo w garniturze w środku lata. Z każdym krokiem w myślach rośnie nam rachunek za pralnię, a po każdym pocałunku makijaż traci swój pierwotny wygląd. Stroje ślubne ograniczają naszą mobilność, uniemożliwiają beztroskie tarzanie się w trawie, siadanie na pochylonym drzewie, i wiele innych fotogenicznych momentów. Nie pokazują też tak dobrze naszej osobowości. Owszem, zdarzają się szalone, ekscentryczne kreacje, większość z nas jednak stawia na klasykę. Osobiście nie przepadam też za przedstawianiem swoich pasji w strojach ślubnych. Jeśli uwielbiacie wędkować, grać na konsoli, jeździć quadem, cokolwiek, zdecydowanie lepiej zaprezentuje się to w Waszych codziennych stylizacjach. Nie chcemy wracać do klimatu zdjęć sprzed 20 lat :)

Jeszcze więcej możliwości…

A może zamiast standardowego lasu czy miasta, wybrać coś jeszcze bardziej szalonego? Może intymna sesja w pokoju, albo wyjazd w góry? Wieczór z winem przy kominku, piknik na dachu, noc pod gwiazdami? Ogranicza nas tylko wyobraźnia. Zdjęcia przedślubne mogą być (i zazwyczaj są) bardziej romantyczne i naturalne, niż te oficjalne. I dodatkowo – nikt nie musi o nich wiedzieć! W przeciwieństwie do zdjęć ślubnych, których pokazanie w każdej rodzinie jest niepisanym obowiązkiem :)

Zdecydowaliśmy się – co dalej?

Przede wszystkim – wybierzecie taki dzień, w którym nikt ani nic nie będzie Was poganiać. Dopilnujcie też, abyście oboje byli w dobrych nastrojach – wszelkie problemy zostawiamy w domu! Przemyślcie też ubiór – idziemy do lasu? Szpilki i koszula odpadają. Postawcie na naturalne kolory. Miasto? Można poszaleć z czymś eleganckim. Na fotografii mniej znaczy więcej – unikajcie jaskrawych kolorów i napisów. Minimalizm nie odwróci uwagi od tego, co najważniejsze.

Po drugie – zastanówcie się, co chcecie mieć na zdjęciach – jakie emocje, jakie sytuacje. Nie chodzi przecież o pokazanie Waszych twarzy i strojów, tylko o coś bardziej osobistego. To będą zdjęcia, do których wrócicie po latach, które przypomną Wam, jak czuliście się w tym magicznym okresie narzeczeństwa. To taki krótki i intensywny czas, pełen niepokoju, oczekiwań i nadziei, i warto go zachować w pamięci w wyjątkowy sposób. Usiądźcie we dwoje i wyobraźcie sobie, że za 50 lat wyciągacie z szuflady te zdjęcia. Jak chcielibyście, by wyglądały? Co chcecie sobie wtedy przypomnieć?

IMG_6603

A Wy co sądzicie o sesjach przedślubnych? Macie jakieś miłe, bądź niemiłe doświadczenia w tym temacie? Może chcielibyście wiedzieć więcej? Zapraszam do rozmowy :)